2012-09-06

Buski "Szczudłak"

Szczudłakami nazywane są drzewa, których system korzeniowy został częściowo odsłonięty wskutek erozji podłoża, na którym rosły. Najczęściej zdarza się to na wybrzeżach i na piaszczystych wydmach. Sosna rosnąca w pobliżu Buska-Zdroju jest wśród nich unikatowa. Wydma, na której rosła, została wokół niej całkowicie rozsypana, odsłaniając ok. 3 metry systemu korzeniowego. Mimo takiej niespodzianki ze strony natury sosna trzyma się dzielnie. Ze względu na swój unikalny wygląd została objęta ochroną jako pomnik przyrody i otrzymała oficjalną nazwę "Szczudłak".

Dokładną lokalizację sosny można odnaleźć na wikimapii: Pomnik przyrody - sosna. Dojechać do niej można drogą polną odchodzącą na północ od drogi Busko-Pińczów (dojazd do sosny jest oznakowany drogowskazem). Dla pieszych i rowerzystów ciekawą opcją będzie dotarcie tam ścieżką rowerową do Pętli Winiary (ścieżka zaczyna się przy cmentarzu komunalnym), a stamtąd kilka minut pieszo szlakiem niebieskim na południe.

Drzewo wygląda naprawdę imponująco:

Sosna Szczudłak pomnik przyrody Busko Las Winiarski

Sosna Szczudłak pomnik przyrody Busko Las Winiarski

Sosna Szczudłak pomnik przyrody Busko Las Winiarski

Sosna Szczudłak pomnik przyrody Busko Las Winiarski

Niszczenie drzew - Busko ul. Kopernika

W czasie pobytu w Busku byłem świadkiem zaplanowanego, bezwzględnego niszczenia drzew przy ulicy Kopernika. Tego nie można nazwać wycinką, to była po prostu eksterminacja, zbiorowa egzekucja. Drzewa były przewracane buldożerami, a następnie ćwiartowane na kawałki i wywożone. Gdyby tak buldożer wjechał burmistrzowi na chatę albo przejechał mu dziecko, byłaby awantura na całą Polskę, być może nawet media by się zbiegły. A tak unicestwiony został cały drzewostan, a pies z kulawą nogą poza samymi mieszkańcami się tym nie zainteresował.

Władza kłamie - wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, gdy zostały przycięte gałęzie. Kiedy mieszkańcy zaprotestowali przeciwko okaleczaniu drzew, zostali zapewnieni, że drzewa zostały tylko przycięte, ale nie będą wycinane. Potem wkroczyły buldożery i piły mechaniczne. Teksańska masakra to przy tym bajeczka na dobranoc. Podobno w miejsce wyciętych drzew mają być nasadzone nowe, ale gdzie tu sens i logika? Najpierw niszczyć zdrowe drzewa, by sadzić w ich miejsce nowe, które mogą się nie przyjąć? No i czy można po tych wszystkich kłamstwach wierzyć, że naprawdę zostaną posadzone?

Oto zdjęcia przedstawiające obraz zniszczeń:



Oczywiście w tym wszystkim chodzi o pieniądze. Czyjaś firma na tej całej operacji zarobi. Drewno z wyciętych drzew to też pieniądz nie do pogardzenia. Ten absurdalny niczym w "Misiu" stan rzeczy najlepiej pokazuje przykład "Byczej Górki".

Jeszcze niedawno ta górka była placem zabaw dla dzieci. W zimie można z niej było zjeżdżać na sankach. Teraz wkroczyły tam buldożery i koparki. Piasek został wywieziony na okoliczne budowy - bonzowie muszą mieć wille, bo w bloku mieszkać nie łaska. W miejsce górki powstają jakieś schody. Wątpliwe, by można było z nich zjeżdżać na sankach. Za to cały projekt ma kosztować 8 milionów złotych. Trafią one oczywiście do kieszeni krewnych i znajomych. Aby się żyło lepiej. Na pewno nie dzieciom, które straciły świetne miejsce do jazdy na sankach.

Jak ma wyglądać miasto z marzeń naszych [bez]radnych? Tak, jak aleja Topolowa w parku zdrojowym? Kiedyś rosły tu wspaniałe topole, którym zawdzięcza ona swoją nazwę. Teraz zostały po nich tylko pniaki. Oto wizja miasta bez zieleni, którą zastępuje beton, nagrzewany do czerwoności przez promienie słońca, bo przecież nie ma cienia. Zbyt małe miasto, by cień mogły dawać szklane biurowce. Zapewne nie zabraknie miejsc na parkingi, bo te wyrastają jak grzyby po deszczu (np. stary dworzec PKS). Tak to jest, gdy samochody są dla urzędników ważniejsze niż ludzie.

2012-08-21

Jaskinia Mroźna

Jaskinia Mroźna znajduje się w Tatrach, w Dolinie Kościeliskiej. Jest to pierwsza jaskinia, jaką napotykamy wędrując doliną. Aby do niej dość, trzeba wejść kawałek pod górę czarnym szlakiem (znakowo 20 minut). Wstęp do jaskini jest płatny 4 zł, kasa znajduje się przy wejściu. Turyści są wpuszczani turowo co ok. 5-10 minut (w zależności od tempa marszu poprzedniej grupy).

Wbrew nazwie w jaskini wcale nie jest mroźno. Temperatura powietrza to ok. 6 stopni celsjusza, niezmienna w ciągu roku. Sama jaskinia ma postać długiego i wąskiego korytarza. Jego przejście nie powinno sprawić nawet początkującym kłopotów. Należy jednak mieć na uwadze, że w wielu miejscach trzeba się schylać, więc wchodzący z dużymi plecakami mogą mieć poważny problem, zwłaszcza jeśli na górze jest karimata. Konieczne może okazanie się w kilku miejscach zdjęcie plecaka i przerzucanie go przed sobą.

W jaskini obowiązuje ruch jednokierunkowy. Idzie się dosyć wolno, bo nie ma możliwości robić mijanek. Wychodzi się po drugiej stronie skały, gdzie do pokonania są wąskie drewniane schodki. Na nich również robią się zatory. Na całą wyprawę trzeba więc zarezerwować sobie przynajmniej półtorej godziny (chociaż jak się uda, można skończyć znacznie szybciej).

Jaskinia Mroźna Tatry Dolina Kościeliska

Jaskinia Mroźna Tatry Dolina Kościeliska

Jaskinia Mroźna Tatry Dolina Kościeliska

Jaskinia Mroźna Tatry Dolina Kościeliska

Jaskinia Mroźna Tatry Dolina Kościeliska

Jaskinia Mroźna Tatry Dolina Kościeliska











Spacerkiem po Ponidziu - Pińczów

Pińczów jest położony nad Nidą, w zachodniej części Garbu Pińczowskiego, który w tym rejonie osiąga swoje największe wysokości. Na szczycie wzniesienia powstał zamek, z którego obecnie pozostały jedynie fundamenty. U podnóży zamku, po stronie południowej garbu, powstało miasto.

Pińczów w swojej burzliwej historii był ważnym ośrodkiem edukacyjnym. Dzięki Mikołajowi Oleśnickiemu stał się on ważnym ośrodkiem reformacji. W latach 1551-1567 funkcjonowało tu słynne na całą Rzeczpospolitą Gimnazjum Pińczowskie, nazywane Sarmackimi Atenami. W czasach późniejszych szkoła pińczowska również była istotnym ośrodkiem edukacyjnym, choć już nie tak znaczącym. Jednym z jej wychowanków był Hugo Kołłątaj. Jeszcze po II Wojnie Światowej pińczowskie liceum miało najwyższy w okolicy poziom nauczania, dopiero później ustąpiło pod tym względem liceum buskiemu.

Przyjeżdżając do Pińczowa wysiadamy na dworcu autobusowym, znajdującym się w południowej części miasta, nad zalewem. Koło dworca znajduje się zabytkowa kapliczka. Idąc na północ dochodzimi do niewielkiego parku na rynku (Plac Wolności). Przechodzimy przez ulicę i dochodzimy do zabytkowego zespołu popaulińskiego, w którym mieści się Muzeum Regionalne. Warto do niego zajrzeć, ponieważ mimo niewielkiej ilości ekspozycji, są one bardzo interesujące. W muzeum znajdują się kolekcje militariów i monet (dość standardowo występujące w tego typu muzeach). Są tu dawne plany miasta oraz ryciny. Makieta zamku pozwala zobaczyć, jak wyglądał on kiedyś. Znajduje się też tu gablota z książkami w języku hebrajskim (Żydzi stanowili znaczny procent ludności Pińczowa). Najciekawsza jest jednak sala poświęcona prehistorii miasta. Znajdują się tutaj rekonstrukcje prehistorycznego warsztatu kowalskiego, tkackiego i garncarskiego. Można obejrzeć, jak kiedyś mielono ziarna na mąkę (uderzając jednym kamieniem o drugim) oraz jak małych rozmiarów były ostrza siekierek (krawędź tnąca była wielkości scyzoryka, surwiwalowe noże komandoskie są już znacznie większe). Mimo to ludzie byli nimi w stanie karczować lasy i budować domy. W muzeum jest też osobna sala poświęcona Adolfowi Dygasińskiemu, pochodzącemu z Pińczowa pisarzowi i krajoznawcy.

Po opuszczeniu muzeum warto zobaczyć położony obok kościół farny pw. św. Jana Ewangelisty. Następnie udajemy się na północ, na wzniesienie. Idąc po lewej stronie ulicy skręćmy w lewo przed samym szczytem wzniesienia, na małą łączkę. Po stronie północnej widać grupkę domów na szczycie, po południowej rośnie zagajnik. Jeśli odnajdziemy ścieżkę idącą wgłąb zagajnika, po kilkudziesięciu metrach dojdziemy do resztek zamku. Zostały z niego tylko fundamenty, które zostały częściowo odsłonięte. Wracamy do ulicy i przechodzimy na drugą stronę. Na szczyt drugiej strony wzgórza prowadzi ścieżka oznaczona niebieskim szlakiem. Jest to Wzgórze Św. Anny. Na jego szczycie znajduje się mała kapliczka. Jest to dobry punkt widokowy, z którego można podziwiać panoramę Pińczowa i okolic. Patrząc w kierunku wschodnim widzimy Garb Pińczowski, który ciągnie się w stronę Buska. Na jego południowym stoku znajduje się cmentarz miejski. Niektóre nagrobki są bardzo stare i mają dużą wartość historyczną. Zostały one zgromadzone w ogrodzonym lapidarium na terenie cmentarza. We wschodniej części znajduje się cmentarz wojenny z kaplicą.

Na południe od cmentarza znajduje się zespół klasztorny o.o. Reformatów z klasztornym kościołem pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Przed kościołem rośnie stary drzewostan z dwoma pomnikami przyrody: klonem zwyczajnym i lipą szerokolistną. We wnęce w otaczającym zespół murze znajdują się płaskorzeźby drogi krzyżowej.

Wracając w stronę rynku mijamy starą synagogę, w której mieści się muzeum żydowskie. W czasie mojej wizyty było ono zamknięte z powodu remontu, ale wg. napisu na tablicy umieszczonej w oknie, powinien on zostać ukończony do końca lata. Niestety, tablica była umieszczona w taki sposób, że nie można było odczytać roku, ale miejmy nadzieję, że chodzi o rok 2012-ty. Na pocieszenie pozostaje obejrzeć hebrajskie inskrypcje na kamieniach wchodzących w skład ogrodzenia.

Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć (kliknąć na zdjęciu aby je powiększyć):