Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty

2014-01-08

Busko zimowo-przyrodnicze

Przyroda stolicy Ponidzia, chociaż dość skromna, zasługuje na drobne uwiecznienie o każdej porze roku. Poniższe zdjęcia, choć trudno w to uwierzyć, są zrobione w zimie...

Kaczka Krzyżówka upodobała sobie oczka wodne w Nowym Parku Zdrojowym

Jodła Koreańska (od frontu Marconiego)

Daglezja Zielona (z tyłu Marconiego, po stronie zachodniej)

Świerki przy alejce Krystyny Jamroz

Żywotnik Zachodni (tuja)

Kolejny żywotnik - trojaczki

Świerk kłujący - odmiana sina

2012-09-13

Park Zdrojowy w Busku-Zdroju - galeria zdjęć

Galeria zdjęć zrobionych podczas spaceru w parku zdrojowym w Busku-Zdroju w słoneczny letni dzień. Stary i nowy park zdrojowy.
Centralna aleja parku zdrojowego - kontynuacja al. Mickiewicza

Marconi

Stary Park Zdrojowy, alejka boczna

Stary Park, Aleja Kasztanowa

Nowy park, w tle kościół parafii św. Brata Alberta

Nowy park zdrojowy, alejka

Widok z Nowego Parku na Małpi Gaj

Oczko wodne

Mostek nad oczkiem wodnym

Widok na oczko wodne z tego mostku

Aleja Topolowa. Topól już niestety nie ma.

W tle Marconi

W tle Marconi - skrzydło wschodnie

Rotunda

2012-09-06

Niszczenie drzew - Busko ul. Kopernika

W czasie pobytu w Busku byłem świadkiem zaplanowanego, bezwzględnego niszczenia drzew przy ulicy Kopernika. Tego nie można nazwać wycinką, to była po prostu eksterminacja, zbiorowa egzekucja. Drzewa były przewracane buldożerami, a następnie ćwiartowane na kawałki i wywożone. Gdyby tak buldożer wjechał burmistrzowi na chatę albo przejechał mu dziecko, byłaby awantura na całą Polskę, być może nawet media by się zbiegły. A tak unicestwiony został cały drzewostan, a pies z kulawą nogą poza samymi mieszkańcami się tym nie zainteresował.

Władza kłamie - wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, gdy zostały przycięte gałęzie. Kiedy mieszkańcy zaprotestowali przeciwko okaleczaniu drzew, zostali zapewnieni, że drzewa zostały tylko przycięte, ale nie będą wycinane. Potem wkroczyły buldożery i piły mechaniczne. Teksańska masakra to przy tym bajeczka na dobranoc. Podobno w miejsce wyciętych drzew mają być nasadzone nowe, ale gdzie tu sens i logika? Najpierw niszczyć zdrowe drzewa, by sadzić w ich miejsce nowe, które mogą się nie przyjąć? No i czy można po tych wszystkich kłamstwach wierzyć, że naprawdę zostaną posadzone?

Oto zdjęcia przedstawiające obraz zniszczeń:



Oczywiście w tym wszystkim chodzi o pieniądze. Czyjaś firma na tej całej operacji zarobi. Drewno z wyciętych drzew to też pieniądz nie do pogardzenia. Ten absurdalny niczym w "Misiu" stan rzeczy najlepiej pokazuje przykład "Byczej Górki".

Jeszcze niedawno ta górka była placem zabaw dla dzieci. W zimie można z niej było zjeżdżać na sankach. Teraz wkroczyły tam buldożery i koparki. Piasek został wywieziony na okoliczne budowy - bonzowie muszą mieć wille, bo w bloku mieszkać nie łaska. W miejsce górki powstają jakieś schody. Wątpliwe, by można było z nich zjeżdżać na sankach. Za to cały projekt ma kosztować 8 milionów złotych. Trafią one oczywiście do kieszeni krewnych i znajomych. Aby się żyło lepiej. Na pewno nie dzieciom, które straciły świetne miejsce do jazdy na sankach.

Jak ma wyglądać miasto z marzeń naszych [bez]radnych? Tak, jak aleja Topolowa w parku zdrojowym? Kiedyś rosły tu wspaniałe topole, którym zawdzięcza ona swoją nazwę. Teraz zostały po nich tylko pniaki. Oto wizja miasta bez zieleni, którą zastępuje beton, nagrzewany do czerwoności przez promienie słońca, bo przecież nie ma cienia. Zbyt małe miasto, by cień mogły dawać szklane biurowce. Zapewne nie zabraknie miejsc na parkingi, bo te wyrastają jak grzyby po deszczu (np. stary dworzec PKS). Tak to jest, gdy samochody są dla urzędników ważniejsze niż ludzie.

2012-04-24

Młocińskie klimaty

Celem mojej wycieczki było rozruszanie kości po zimowym sezonie grypowym oraz wdrożenie się w nową rozrywkę o nazwie geocaching. Spacer zacząłem w Parku Młocińskim, gdzie do znalezienia miałem 5 skrzynek (4 tradycyjne i 1 wirtualna - wszystkie odnalezione pomyślnie!). Przy okazji podziwiałem budzącą się do życia wiosenną przyrodę.
Tu widzimy malownicze oczko wodne w centralnej części parku, w okolicy wału przeciwpowodziowego. Jak widać, w okolicy świetnie czują się bobry.
To samo oczko. W wodzie jak w lustrze odbijają się rosnące nad nim drzewa.
Błękitne wiosenne niebo. Drzewa jeszcze nie zdążyły pokryć się liśćmi.
Następnie przywiało mnie nad Wisłę na północ od Parku. W oddali widać Most Północny.
 A oto moje bezpośrednie okolice, widziane z odmiennej perspektywy. Zazwyczaj oglądam Wisłę z drugiej strony. Po otwarciu Mostu Północnego Młociny stały się tak bliskie, jak winika to z odległości mierzonej w linii prostej. Wcześniej wycieczka do nich wiązała się z długim objazdem.
Słup energetyczny niczym stalowa bestia wyciąga swoje kable niczym macki. Cokolwiek w nie wpadnie, czy to statek, czy to samolot albo zwierzę, zostanie wciągnięte do metalowej tarczy i pożarte.


Zatoczka rybacka. Samotne łodzie czekają niczym wierny pies porzucony na rondzie w centrum Krakowa na swojego właściciela.

Oczko wodne na terenie zalewowym, koło którego przebiega moja ścieżka.
"Pod twoją obronę uciekamy się, o wielki słupie energetyczny". Często ludzie budują swe siedliszcza w cieniu potężnych ramion słupów energetycznych, licząc na ich ochronę przed drapieżnikami, kataklizmami oraz innymi ludźmi.

 Biada nierozważnemu wędrowcowi, który nie dostrzegłby wyciągniętych niczym pokrzywione paluchy czarnoksiężnika gałęzi tego drzewa. Jesteśmy na powrót w Parku Młocińskim, w jego części północno-wschodniej, która ma wydmowy charakter.

Oto Potok Młociński, który płynie przez Las Młociński, do którego zawędrowałem w dalszym etapie swojej wędrówki. Lśniąca woda wydawać się może z oddali kryształowo czysta, ale zapaszek nie pozostawia wątpliwości, że picie jej nie jest najlepszym pomysłem.

Ten leśny dukt nosi nazwę Stary Tor. Nazwa ta nie jest przypadkowa. W Międzywojniu przebiegała tędy kolejka Warszawa Gdańska - Palmiry, o której więcej można przeczytać na stronie Bazy Kolejowej.

Starym torem docieram do Dąbrowy Leśnej, założonej w latach 20-tych XX wieku jako osiedle podmiejskie nawiązujące do idei miasta-ogrodu. Kolejka miała zapewnić łatwy dojazd do metropolii i zachęcić ludzi do osiedlania się. Teraz jesteśmy na zabytkowej Alei Lipowej, chronionej jako pomnik przyrody.

Kolejna pomnikowa aleja - Aleja Dębowa. Jak sama nazwa mówi, rosną wzdłuż niej wiekowe dęby. Nazwa administracyjna - ul. Partyzantów.

Opuszczona posesja na południowym skraju ul. Partyzantów. Potencjalne miejsce na skrytki. Prawdopodobnie także miejsce wieczornych schadzek ghuli.

Poskręcany poczwórny pień wierzby. Jesteśmy już w Kampinoskim Parku Narodowym. Pod sosną ukryta jest skrzynka ;)

A to jest Sosna Kandelabrowa, rosnąca w pobliżu skrzyżowania szlaku żółtego z niebieskim koło Łużowej Góry. Nie wiem, czemu zawdzięcza ona swoją oryginalną nazwę, ale drzewo jest bardzo charakterystyczne.

To jest już zupełnie zwyczajna sosna, jakich w Kampinoskim Parku Narodowym wiele. Jak widać, pogoda cały czas dopisuje.

A to jest Jeziorko Opaleń. Jest ono pochodzenia sztucznego (przed wojną znajdowała się tu bażantaria). W czasie suszy często wysycha, dlatego występują w nim rośniny i zwierzęta przystosowane do zmieniających się warunków.

Droga powrotna znów przez Las Młociński. Odłownia dzików w pobliżu Wóycickiego. Napis informuje, że służy ona wyłącznie do łapania dzików i ludzie nie powinni do niej wchodzić. W środku nie było żadnego człowieka, więc najwyraźniej ostrzeżenie poskutkowało.

A oto Lotnisko Bielańskie. Budowane jako lotnisko sportowe, nie ukończone przed II Wojną Światową. W czasie wojny wykorzystywane przez Luftwaffe.

Zespół przyrodniczo-krajobrazowy "Dęby Młocińskie", prawem chroniony. Wcześniej chroniony jako otulina Huty Warszawa (ciągle widać przerdzewiałe tablice. Przy drodze znajduje się tablica upamiętniająca partyzantów AK poległych w walce o Lotnisko Bielańskie.

2012-02-01

Wężykiem służewskim - czyli styczniowe OrtIno

W mroźny wieczór ostatniego dnia stycznia odbyła się impreza pod kodową nazwą OrtIno, czyli impreza na orientację wg. map fotograficznych miejscowości. Punkt startu mieścił się w parku Romana Kozłowskiego, u stóp kopy Cwila. Mróz był prawie 20-stopniowy, mimo to uczestnicy dopisali.

Wystartowałem parę minut przed wpół do siódmej. Mapa miała postać wycinków w postaci kółek poobracanych i poprzestawianych względem siebie. Bez problemu znalazłem punkt pierwszy położony koło mety, na jedynym nie obróconym i nie przestawionym kółeczku na mapy. Przeszedłem pod wiaduktem i zacząłem krążyć po zagajniku koło Potoku Służewskiego. Dopytałem się jednego z uczestników, czy dobrze zrozumiałem, że punkty są tylko pozamieniane w ramach kółek, ale sam zarys kółek oddaje obszar mapy na którym są punkty. Co prawda, o takie rzeczy trzeba się pytać przy starcie - ale wymaga to dokładnego przeczytania ze zrozumieniem instrukcji od razu a nie wyskoczenia jak z procy w teren.

Poszedłem w lewo i zacząłem krążyć po terenie. W oddali po drugiej stronie potoku wypatrzyłem lampion na drzewie. Doszedłem tam i zacząłem dopasowywać go do obszaru mapy. Nic mi tak jakoś szczególnie nie pasowało, ale punkt F jakoś pasował w miarę dobrze, więc go wybrałem, bez szczególnego przekonania. Poszedłem w drugą stronę, mając nadzieję, że wypatrzę jakiś lampion, bo w terenie mi zupełnie nic nie pasowało. Szedłem i szedłem, aż przeszedłem na drugą stronę KEN-u (cały czas wzdłuż potoku). Nadal żadnego punktu. Za wiaduktem był jakiś staw. Próbowałem go dopasować do któregoś z kółek - może to B alko K albo cokolwiek? Kilka razy go okrążyłem, aż zobaczyłem jakiegoś uczestnika koło drzewa kawałek na północ. Gdyby nie to, przeoczyłbym pewnie ten punkt. Nie pasował mi on prawdę mówiąc do niczego, ale usłyszałem jak ktoś mówił, że to G, bo tej drogi nie było, gdy Google robił zdjęcia satelitarne. Troszkę to jakoś dopasowałem i naniosłem na kartę. Potem wróciłem się do strumienia i poszedłem dalej na wschód.

Szedłem przez dłuższy czas i nie znalazłem żadnego punktu. - Super - pomyślałem sobie. - Mam trzy punkty - jeden oczywisty na dobry początek, drugi wypatrzony przypadkiem a trzeci wytropiony dzięki obserwowaniu innych uczestników a nie terenu. Nie ma to jak popisać się orientacją w terenie. Niemniej jednak kawałek dalej wypatrzyłem kolejne stawy. Nagle dopasowałem - punkt K. Chwilę dalej zauważyłem stawy po obu stronach drogi i nagle zaczęło mi się wszystko zgadzać. To musi być kółko z punktami C i D. Niemniej jednak, kiedy dopasowałem to kółko, stwierdziłem, że punkt który oznaczyłem jako K to tak naprawdę D. Spojrzałem uważniej na poprzedni staw i dopasowałem go do K. Znalazłem właściwy punkt, ponownie wpisałem poprzedni, tym razem jako D i zgarnąłem punkt C. Okazało się, że to on wskazywał azymut do X-a. Niestety, kilka minut drogi musiałem się cofnąć. Przez chwilę rozważałem zgarnięcie tego punktu w drodze powrotnej, ale stwierdziłem, że lepiej wszystko robić po kolei bo potem może być różnie. Poszedłem do azymut i znalazłem punkt, trochę dalej niż się spodziewałem. Wg. mapki powinna być tam jakaś chmurka z dodatkowym zadaniem, ale jej nie znalazłem. Potem okazało się, że trochę odchyliłem się z tym azymutem i zgarnąłem punkt stowarzyszony, bo właściwy był na wylocie kanału nad samym strumykiem.

Jednak szczęśliwy, że karta nie jest już tak pusta, wróciłem się i poszedłem dalej. Miałem nadzieję, że teraz zgarnę więcej. Został E - jednak przypuszczałem, że jest gdzieś koło KEN'u i odszukam go w drodze powrotnej, B, oraz J i H. Idąc dalej nic początkowo nie dopasowałem, ale po chwili zauważyłem duży staw - bardzo pasujący do B. Dalej był kolejny wiadukt, i na oko już trochę za trasą. Jednak poszedłem tam się rozejrzeć, na wszelki wypadek. Ciąg dalszy już do niczego nie pasował, więc spisałem B i wróciłem się. Obszedłem jeszcze dokładniej zagajniki po drugiej stronie strumienia - w nadziei że znajdę przeoczone punkty J i H. W dodatku z punktu J był kolejny punkt na azymut, więc brakowało mi czterech (i zadania z chmurką). W dodatku przypuszczałem, że F pewnie mam źle. więc wynik będzie naprawdę słabiutki. W zagajnikach nic nie znalazłem, więc troszkę zrezygnowany przeszedłem koło KEN na przeciwną stronę strumyka w nadziei znalezienia F. Nie znalazłem go tam, gdzie go początkowo szukałem - po wschodniej stronie. Jednak po zachodniej stronie zauważyłem, że ulica również robi zakręt, który pasuje do zdjęcia. Po chwili miałem już punkt - koło samego strumienia.

Pozostały jeszcze J i H oraz azymutowy. Jednocześnie rozpoczynał mi się miękki limit sþóźnień. Obleciałem dokładnie zagłębienie, które wcześniej ominąłem i znalazłem punkt. Zastanowiłem się dokładniej. Był kawałek od strumyka, więc dopasowałem H. Przeszedłem na drugą stronę, spodziewając się, że J będzie tym punktem, który wcześniej oznaczyłem jako F. Okazało się jednak, że był to inny - czyli jest szansa, że F mam dobrze! Teraz jeszcze azymut. Znowu mam przekroczyć strumyk - czyli lecieć do mostka. Jest trochę za szeroki, żeby ryzykować przeskoczenie go. Przy takich temperaturach woda w bucie to rzecz wyjątkowo nieprzyjemna. Namierzałem i namierzałem, i jedyne co znalazłem to punkt H. Trochę zrezygnowany, i w perspektywnie kończenia się miękkiego limitu spóźnień, zaznaczyłem go. A nóź widelec to ten sam punkt - przecież tak też może być! Oddałem kartę, oddałem książeczkę po autograf i zjadłem ciasto z herbatą (poczęstunek na bazie).

Nie spodziewałem się jakiegoś szczególnego wyniku, więc zdziwiłem się, gdy zobaczyłem protokół. Tylko 56 punktów karnych, z czego 15 za punkt stowarzyszony z X, 10 za zmianę opisu (punkt K), 10 za brak zadania (konsekwencja PS'a z X) oraz 21 za spóźnienie. No i 4-te miejsce w kategorii TZ. Wydaje mi się, że miałem tu trochę więcej szczęścia niż rozumu, niemniej jednak jestem z siebie zadowolony.

Klasycznie, mapka do wglądu:

2011-12-12

Grudniowa Ślęża

Celem wycieczki weekendowej był Masyw Ślęży - wysunięty najbardziej na północ fragment Przedgórza Sudeckiego. Otoczony jest on równinami, nad którymi się wznosi na podan 500 metrów (wys. bezwzględna 718 m n.p.m.) Masyw jest stosunkowo niewielki, w sam raz na dwudniową wycieczkę.

Wycieczkę organizowały przewodniczki z SKPB (Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich). Było nas łącznie 14 osób. Wyruszyliśmy po godz. 22 z Dworca Wschodniego w Warszawie pociągiem do Jeleniej Góry. Przed godziną 6-tą byliśmy we Wrocławiu, skąd przesiedliśmy się w busa do Sobótki. Na miejscu byliśmy w niecałą godzinę, jeszcze przed świtem. Po krótkim postoju w cukierni (śniadanie) ruszyliśmy przez miejski ryneczek na szlak. Jeszcze przed wejściem do lasu dwójka uczestników nagle oddaliła się i pobiegła gdzieś w kszaki. Okazało się, że praktykowali oni geocaching i niedaleko znajdowała się jedna ze skrzynek. Na Ślęży było ich sporo, więc ta dwójka często się od nas odłączała.

Weszliśmy w las. Na początku szliśmy szlakiem czarnego niedźwiedzia (oznaczonym małymi czarnymi niedźwiadkami na białym tle zamiast czarnych kresek), a następnie żółtym na szczyt Ślęży. Pierwszy postój zrobiliśmy na szczycie Wieżycy (415 m. n.p.m.) przy 15-metrowej kamiennej wieży widokowej, która kiedyś nosiła nazwę Wieży Bismarcka. Pochodzi ona z początków XX wieku. Kolejny postój w drodze na szczyt zrobiliśmy przy pochodzącej ze starożytności rzeźbie panny z rybą i niedźwiedziem. Sylwetka niedźwiedzia jest dość charakterystyczna, obła. Trochę przypomina małego wieloryba. Krążyły też opinie, że jest to świnia. Natomiast postać ludzka jest bez głowy i trzeba trochę wyobraźni, aby dostrzec w nim sylwetkę kobiecą niosącą kosz z rybami. W pobliżu jest kamień z wyrytym znakiem solarnym (prostym znakiem X). Trudno ocenić, jak dawno został wyryty. Mogła to być robota turystów albo XIX-wiecznych narodowców traktujących wszelkie 'starości' jako dowód odwiecznego zamieszkiwania tych ziem przez swe plemię...

Na szczycie ślęży znajduje się Dom Turysty PTTK - całkiem spory, w porównaniu z bieszczadzkimi kolibami. W nim zatrzymaliśmy się na gorącą herbatę. Obejrzeliśmy też kamienny kościół, wg. przewodnika Pascala pochodzący dopiero z XVIII w. mimo swojego średniowiecznego wyglądu. Tablica informacyjna wspomina o Piotrze Włostowicu, magnacie, który na początku XII w. sprowadził tu zakon Kanoników Regularnych. Tablica nie wspomina jednak, na czy polegała ich regularność. Wspomniane jest też zbudowany w tych czasach zamek, po którym niewiele pozostało. Następnie weszliśmy na wieżę widokową, na której złapał nas silny wiatr niosący płatki śniegu. Śnieg jednak długo nie padał i zanim zeszliśmy na dół, już było po wszystkim. Na Ślęży znajduje się też wysoki maszt radiowo-telewizyjny, który jest jednak ogrodzony i niedostępny dla turystów. W sumie słusznie, bo silny wiatr mógłby łatwo kogoś zwiać spory kawał drogi.

Ze szczytu schodziliśmy szlakiem niebieskim, który przebiega przez malownicze rumowiska skalne. Przez parę minut szliśmy wyłącznie po kamieniach - niczym w górach wysokich. Dalej doszliśmy do zespołu przyrodniczo-krajobrazowego "Skalna". Jest to obszar chroniony głównie ze względu na niezwykłe alory krajobrazowe. Są one zbudowane z gabra, które wg. tablicy informacyjnej jest najstraszą skałą, powstałą ok. 350 mln lat temu. Na kilku ze skałek znajdowały się symbole solarne - widziane już wcześniej przez nas iksy oraz bardzo ładna swastyka z zawijanymi ramionami. Symbole wyglądają jak znaczone kredą - być może dla poprawienia ich widoczności. Natomiast ich pochodzenie jest dyskusyjne. Mogły pochodzić z czasów pogańskich, albo stanowić średniowieczne znaki graniczne. Mogły też powstać w czasach nam współczesnych jako fałszywy dowód historyczny mający potwierdzić z góry założone tezy. Pod koniec XIX w. zbudowano tu kamienne schodki. Ich budowniczy mogli przy okazji conieco wykuć w skałkach.

Dalej poszliśmy na Przełęcz Tąpadła, gdzie zrobiliśmy dłuższy postój. Ponieważ dzień był jeszcze młody, poszliśmy dalej szlakiem czarnym aż pod Źródło Joanny, gdzie zrobiliśmy postój na ognisko i obiad. Potem, już po zmroku, poszliśmy drogą w stronę Sulistrowiczek. Wyszliśmy z lasu jakiś kilometr od miejscowości i poszliśmy drogą do Centrum Szkolenia Wolontariatu, które działa też jako zwykły ośrodek noclegowy. Oprócz nas grasowała tam grupka studentów z Wrocławia. Nie wchodziliśmy sobie jednak w drogę.

Następnego dnia zwiedziliśmy pozostałą część Masywu Ślęży. Zaczęliśmy od Parku Weneckiego w Sulistrowiczkach. Park jest nieco zaniedbany, ale przynajmniej czysty. Bramy wejściowe są w stanie rozpadu. Wewnątrz znajduje się staw i zespół kaskad. Nieco dalej jest tzw. "Źródło Życia", z którego mieszkańcy chętnie pobierają wodę do picia. Obok postawiono figurkę Matki Boskiej. Dalej szliśmy ścieżką przyrodniczą, przecinającą rezerwat Łąka Sulistrowicka. Chronione są w nim głównie rośliny naczyniowe - 20 prawnie chronionych gatunków. Występują tu gatunki torfowiskowe bagienne oraz leśne, a w wyższych partiach - suchoroślowe (kserotermiczne). Ścieżka biegła dalej na szczyt Raduni (573 m n.p.m). Na nim znajduje się kolejny rezerwat "Góra Radunia", w którym chronione są rośliny naczyniowe oraz paprocie. Pod szczytem wg. mapy znajduje się kamienny krąg kultowy. Udało nam się odnaleźć coś, co przypominało nieco krąg z kamieni, ale nie byliśmy pewni, czy to jest właśnie ten obiekt. Na szczycie i w jego okolicach znajdują się wały kamienne, również podpisane jako kultowe.

Po zejściu z Raduni weszliśmy na mały, nienazwany szczycik na jej południowym grzbiecie. Schodząc stamtąd zwiedziliśmy opuszczone kopalnie. Z jednej z nich widoczny był zasypany szyb, w drugiej był częściowo dostępny korytarz, którym weszliśmy kilkanaście metrów w głąb skały.

Potem zeszliśmy w stronę wioski Jędrzejowice. Przy granicy lasu rozpaliliśmy ognisko - nie gotowaliśmy jednak obiadu, tylko zjedliśmy posiłek kanapkowy z barszczem czerwonym. Potem przeszliśmy przez wieś, gdzie znajdują się ruiny XIX-wiecznego dworu. Widać, że był to ładny obiekt, niestety obecnie jest już niemal całkiem zrujnowany. Potem przeszliśmy przez masyw Wzgórza Kiełczyńskie, z najwyższym wzniesiemniem Szczytna (461 m n.p.m.). Na jego końcu znajduje się Gołogów. Jego atrakcją jest zabytkowy wiatrak, w którym obecnie znajduje się knajpa, oraz dwór, również częściowo zrujnowany, z dawnym parkiem dworskim. Z Gołogowa pojechaliśmy do Świdnicy. Tam zobaczyliśmy drewniany Kościół Pokoju pw. Trójcy Świętej, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Niestety, tylko z zewnątrz, ponieważ wnętrza o tej godzinie nikt nam nie chciał udostępnić. Za to udało nam się wejść do Katedry św. Stanisława i św. Wacława - gotyckiego kościoła z najwyższą na Śląsku (103 m) wieżą. Jego wnętrze zostało przebudowane w stylu barokowym. Obejrzeliśmy też przy okazji kamienice na rynku.

Potem zjedliśmy obiad w karczmie "Zagłoba". Cenowo wychodzi dość średnio - wydatek rzędu 30 zł. Porcje raczej na średni apetyt. Posiedzieliśmy tam ok. półtorej godziny i udaliśmy się na autobus do Warszawy. Na miejscu byliśmy przed godziną 6-tą.
Sanktuarium św. Anny Samotrzeciej - Sobótka

Kościół św. Jakuba - Sobótka


Wieża Bismarcka na szcycie Wieżycy (415 m. n.p.m.)


Czy to starożytny znak solarny?
Niedźwiedź? A może mały wieloryb? Panna z rybą, a może z chlebem?

Maszt radiowo-telewizyjny na szczycie Ślęży

Panorama z wieży widokowej na Ślęży

Szczyt Ślęży - wejście od strony północnej

Kościół na Ślęzy




Dom Turysty PTTK na Ślęzy

Posąg niedźwiedzia na Ślęży


Panorama z wieży widokowej

Na wieży zastał nas śnieg






Dużo głazów








Idziemy po głazach...

Trzeba ostrożnie stawiać kroki, kamienie mogą być śliskie!

Zespół Przyrodniczo-Krajobrazowy "Skała"





Znaki solarne...








Spróchniały pień





Drzewa, a w tle błękitne niebo...

Czy to drzewo tańczy?

Brama do Parku Weneckiego, Sulistrowiczki

Park Wenecki, Sulistrowiczki

Park Wenecki, Sulistrowiczki




Wchodzimy do rezerwatu Łąka Sulistrowska

Rezerwat Łąka Sulistrowska

Rezerwat Łąka Sulistrowska

Rezerwat "Góra Radunia"

Szukamy kamiennego kręgu. Gdzieś tu musi być.

Starożytne wały kultowe


Częściowo zasypany szyb kopalniany. Tu mogły być wydobywane serpentynity.



W korytarzu kopalnianym - dalej chyba nie pójdziemy... I tak zaszliśmy na tyle daleko, że przewodniczki zaczęły się niepokoić.

Czy to nie letnie widoczki tej zimy?

Ruiny dworu w Jędrzejowicach

Ruiny dworu w Jędrzejowicach

Ruiny dworu w Jędrzejowicach. Traktor pochodzi z czasów bardziej współczesnych i możliwe, że nadal działa.


Kościół Pokoju pw. Trójcy Świętej - Świdnica. Widać wyraźnie deski tworzące szkieletową konstrukcję budowli - szachulec.